Teologia.protestanci.org - teologia dla początkujących i zaawansowanych   

www.teologia.protestanci.org   


 .:strona główna

 .:wprowadzenie
 .:teologia
 .:historia
 .:kościoły
 .:polemiki
 .:osobiście
 .:etyka
 .:rodzina
 .:forum dyskusyjne
 .:kontakt

 .:Protestanci.org

Mateusz Wichary: "Ten artykuł ma na celu utrudnić Ci pójście do piekła."

Na pewno jesteś właśnie bardzo zajęty. Nie ironizuję ani nie zaprzeczam. Obowiązki związane z nauką albo pracą na pewno nie cierpią zwłoki. Masz kilka miejsc w których musisz coś załatwić, kilka ważnych osób z którymi musisz pogadać, być może jakąś niemiłą rozmowę. Potem albo pójdziesz na zasłużony odpoczynek, albo spróbujesz wykrzesać z siebie jeszcze nieco energii i spędzisz czas z najbliższymi.

Normalne życie. I wiesz co? Zawsze tak właśnie wyglądało. W Piśmie Świętym mamy zapis takich słów Jezusa Chrystusa: Albowiem jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego: bo jak w dniach owych przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali, aż do tego dnia, gdy Noe wszedł do Arki, i nie spostrzegli się, że nastał potop i zmiótł wszystkich, tak będzie i z przyjściem Syna Człowieczego. (Mt 24:37-39).

Co ciekawe, Jezus mówi o czasach wcale nie współczesnych sobie (czyli 2000 lat temu), ale jeszcze wcześniejszych. Czyli, skoro przynajmniej od kilku tysięcy lat tak właśnie wygląda życie ludzkie, to można spokojnie powiedzieć, że człowiek zawsze TAK żyje. Jak? Jedząc, pijąc. Troszcząc się o to, żeby było, co jeść i pić: zarabiać na to i poświęcać czas, żeby je przygotować. A czasem przeżywać wyjątkowe chwile w życiu – takie jak zawarcie małżeństwa.

I co? Jest w tym cos złego?

Niby nic. Jedzenie złe nie jest. Picie też nie. Tym bardziej zakładanie rodziny, czy ślub. Ale, życie, które toczy się tylko wokół Ciebie i Twoich najbliższych złe najwyraźniej jest. Bo potop zmiótł ich wszystkich. Zmiótł. Wszystkich. Dzieci, starców. Zajętych uczniów, panie domu. Te, które plotkowały, i te, które plotkowały mniej. Te, które flirtowały i się puszczały, i te wierne. Zasługujących na szacunek wśród sąsiadów ojców rodzin i wrednych pijaków, których dzieci się wstydzą a żony nie chcą znać.

Dlaczego?

Może dlatego, że Bóg nie po to nas stworzył. Stworzył nas dla Siebie. Stworzył nas, abyśmy żyli dla Niego i realizowali Jego pomysły na to jak żyć, kim być, do czego dążyć, i jakimi sposobami. Jakie marzenia są dobre, jakie złe. Co to jest uczciwość i czym różni się spryt od cwaniactwa i zakłamania. Stworzył nas, abyśmy stawali się coraz dojrzalszymi w pracy dla Niego. Z tej pracy mieliśmy czerpać swoje poczucie wartości; a przede wszystkim z tego, że jesteśmy kochani przez Niego, wspaniałego, doskonałego, stawiającego nam wyzwania, ale w nich pomagającego Ojca. Który stworzył nas dla Siebie.

Ale przestaliśmy być Jego dziećmi. Tak, nie pomyliłeś się, Często dzisiaj się mówi, że wszyscy mamy Boga za Ojca. No, jeśli On rzeczywiście jest Ojcem wszystkich ludzi, to raczej nie jest zbyt kochający, prawda? Zaczęliśmy żyć dla siebie. Wyrzekliśmy się zaufania do Niego. Upieramy się, że nie potrzebujemy zależności od Niego – Jego mądrości, Jego siły. Jesteśmy samowystarczalni i sami definiujemy świat wokół nas, upierając się, że wiemy jak to robić.

A potem chodzimy bez sensu i celu. Zagubieni, wstydząc się, chowając po kątach. Bojąc o akceptację. Niepewni siebie i w ogóle wszystkiego; czasem, aby udowodnić, że tak nie jest pokrzykujemy donośnie, aby sami przed sobą udawać, że jest inaczej. Ale nie jest.

Przestaliśmy żyć dla Boga, i zaczęliśmy żyć dla siebie. Dobre rzeczy, które Bóg dał, abyśmy z nich korzystali pod Jego opieką, traktujemy jak własne osiągnięcia. Tworzymy monstrualne mechanizmy państwowe, mające nam dać poczucie bezpieczeństwa. Mnożymy paragrafy i obowiązki, żeby oswoić siebie nawzajem. Ale to wszystko na nic. Chodzimy na dyskoteki, żeby przeżyć jakieś mistyczne przeżycia, żeby czymś zapełnić pustkę. Ale to na nic. Nawet, jeśli oszukamy siebie, Bóg ciągle ma o nas takie samo zdanie – zasługujemy na piekło.

Zasługujemy na to, żeby żyć w tej stworzonej przez nas rzeczywistości cały czas. Bóg w piekle pozbawi ją miłości, która teraz ciągle nam, pomimo naszego buntu, przez różne naturalne błogosławieństwa i wyrzuty sumienia oraz strach przed karą pomaga. Pozostawi nas sobie samym i będzie wymierzał nam karę za stratę czasu. Stratę życia, które nam dał.

Bóg wcale nam nie wybaczy, kiedy umrzemy. Czeka nas Sąd i sprawiedliwy wyrok. Bardziej surowy niż Ci się wydaje. Bóg nie jest przekupnym sędzią. Ani podobnym Tobie człowiekiem, który też zdaje sobie sprawę, że nie jest doskonały i o tym pamiętając jest łagodny wydając swój wyrok. Bóg jest Świętym, czyli bezgrzesznym i na grzech zagniewanym Sędzią, Dawcą życia i wszystkiego, któremu zawiniłeś swoimi grzechami i lekceważącą postawą. Sędzią bezlitośnie sprawiedliwym, dokładnym i adekwatnym. Oko za oko. Ząb za ząb. Życie za życie.

Idziesz prostą drogą do piekła. Tam nie spotkasz diabełków, z którymi jakoś będzie można się ułożyć. Je też czeka sąd. Nie będziesz mógł zostać kapo, za zasługi w dręczeniu innych. Spotkasz tam, jako winny, zepsuty grzesznik, nieprzejednanego w swej świętej nienawiści do zła, samego Boga. Czy jesteś gotowy? Czy naprawdę ciągle chcesz tam trafić?

Mnóstwo różnego rodzaju głosicieli będzie Ci truć o miłości Bożej. Ale oni kłamią. Oni usypiają Twoje sumienie. Oni sami przestali czytać Pismo i nie widzą, że Pan Jezus – którego przedstawiają jako bezpłciowy odpowiednik matki Teresy – mówi o „ogniu nieugaszonym”, „robaku, który nie gnije”, „płaczu i zgrzytaniu zębów”, „zatraceniu wiecznym”. Coś Mu się pokręciło? Zapomniał, kim jest? Jaką miał do powiedzenia rolę? Nie, nie zapomniał. Powiedział prawdę. Po prostu Ma w nosie to, co zdaniem głosicieli miłości Bożej ma mówić i mówi to, co naprawdę nastąpi.

Idziesz do piekła. Czy w to wierzysz? Czy zdajesz sobie sprawę, że z każdą sekundą, każdym oddechem, kurczy się okres, gdy piekło ciągle jeszcze nie jest rzeczywistością?

Wszystkie drogi prowadzą na ten sam szczyt? No, nie do końca. Raczej: wszystkie drogi prowadzą do tego samego dołu. Dołu cierpienia; odpłaty za grzech i zepsucie. Szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą (Mt 7:13). Jest szeroka. Jest przestronna. Tak, ta masa ludzi, tłumy, setki milionów idzie na zatracenie – wcale nie jest bezpiecznie iść w tłumie. No chyba, że Pan Jezus nie wie, co mówi. A Ty? Czy czymś się różnisz od tej masy? Czy też bezpiecznie się w niej czujesz? Bezpiecznie, przestronną drogą wygodnie idąc na zatracenie.

Wiem, że to trudne tak na siebie popatrzeć. Przed chwilą szedłeś do swoich obowiązków, a teraz idziesz do piekła. Przed chwilą miałeś pewnie przynajmniej całkiem normalne myśli, jeśli nie fajne nawet, a teraz pewnie zaczynasz się niepokoić i wkurzać, że zacząłeś to czytać. Ale pomyśl przez chwilę o tych tysiącach lat, przez które ludzie w piekło wierzyli. Myślisz, że my akurat mamy rację, że go nie ma? Tacy jesteśmy postępowi, do przodu i wyjątkowi? Pozjadaliśmy wszystkie rozumy? Pomyśl o tych 60% anonimowych Polaków, które zgodnie z badaniami przeprowadzonymi kilka lat temu nie przyznając się publicznie boi się Sądu Ostatecznego i piekła. To całkiem prawdopodobne nawet, że jesteś jednym z nich. Pomyśl.

Pomyśl, bo jest rozwiązanie. Jest sposób, co prawda niełatwy, choć paradoksalnie osiągalny dla wszystkich, na to, abyś przestał iść drogą pozornie tyko do obowiązków, i ważnych spraw, a naprawdę do piekła. Ale jest. I teraz o nim opowiem.

Bóg ma Syna. Od wieczności. Od wieczności, razem z Duchem Świętym, w Jednej Istocie Bożej, bo jakoś w tym wszystkim Bóg jest jeden, choć w Trzech Osobach, cieszyli się sobą i bynajmniej nie nudziło im się. Potem ów Bóg, któremu się nie nudziło, stworzył świat. Nie dlatego, że go potrzebował, bo był samotny. Stworzył nie na obraz i z potrzeby sfrustrowanego samotnika, ale na obraz i z pełni zadowolonej, szczęśliwej, doskonałej Rodziny w całkowitej Jedności. Stworzył wspaniały świat, różnorodny, pełen radości, piękny i bezpieczny. Bezpieczny jednak nie dlatego, że nudny i martwy, ale dlatego, że w swej skończonej doskonałości Bóg jest nie nieruchomy i drętwy, ale pełen życia i całkowicie zaangażowany w więziach między Trzema Osobami, które ciągle doskonale będąc Święte i Pełne, jednak w tajemniczy sposób stają się i spełniają względem Siebie.

W tym świecie nastąpił upadek. Jak to się stało jest tajemnicą i nie będę udawał, że ją rozumiem. Nastąpił i już. Aniołów (części) i ludzi (wszystkich). Ciebie i mnie. Nasz prezydent i ojciec Adam wypowiedział Bogu posłuszeństwo i założył własne społeczeństwo, wrogie Bogu. W tym społeczeństwie o nazwie Ludzkość każdy z nas się rodzi, w stanie wojny z Bogiem i ze skazą w genach odziedziczoną po Pierwszym Rodzicu i Założycielu. Tak, to właśnie grzech pierworodny.

Ten świat Bóg postanowił zmienić. Zaczął wypełniać swój doskonały plan, który stworzył jeszcze przed założeniem świata. W społeczeństwie Ludzkość zaczął wybierać pewne osoby z którymi przywracał bliską, Ojcowską więź. Objawiał im się, wzywał do przeprosin i posłuszeństwa; zmieniał im serca tak, aby byli w stanie na to wezwanie odpowiedzieć, i odpowiadali. I żyli inaczej.

I na tym koniec? Nie. Przeciwnie. Jak wspomniałem, Bóg ma Syna. I mając Syna wiedział, że na problem człowieka musi odpowiedzieć znacznie głębiej niż tylko przez przywrócenie społeczności z ludźmi. Albo inaczej: że to przywrócenie było na kredyt, który Ktoś musi spłacić. Bo brak więzi z ludźmi nie wynikał z tego, że jakoś przypadkiem została zerwana, przez nikłe niedopatrzenie, czy jakiś malutki defekcik. Brak więzi Boga z ludźmi wynika z wielkiej, grubej, potężnej ściany, którą wymurowaliśmy; ściany grzechu. Którą trzeba skruszyć i zrównać z ziemią, a nie tylko przewiercić, aby pociągnąć przez nią przewód telefoniczny. Albo, przepaści grzechu, którą cały czas kopiemy. Którą trzeba zasypać, aby w nią nie wpaść. Albo, kolosalnego długu, który trzeba spłacić, aby sprawiedliwości stało się zadość.

Bóg jest święty. Bóg nie zrezygnuje ze swej świętości, tak jak my ze swoich zasad, gdy uwierają zbyt mocno. Kocha świętość tak bardzo, że jej nie nagnie ani się jej nie wyrzeknie. Bo straciłby wszystko. Straciłby Swą Tożsamość - dobroć; przestałby być Tym, Kim jest. Dobrym doskonałym, cieszącym się sobą w swych Trzech Osobach, które dla siebie istnieją, Bogiem.

Dlatego Bóg postanowił zniszczyć tą barierę; zasypać ta przepaść; spłacić ten dług. Ukochany Syn, Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego, w posłuszeństwie Ojcu a zarazem dobrowolnie, i w tym Obaj zgodni z zamiarem i pełni Ducha Świętego, który w tym wszystkim aktywnie uczestniczył, stał się ciałem. Wyrzekł się swej niezależności od czasu i przestrzeni – czyli wieczności i wszechobecności; wszelkich korzyści i wygód, które wiążą się z byciem Bogiem; wyparł się tego; potrafił to wszystko, choć miał do tego i ma pełne prawo, pozostawić na boku. I stał się taki, jak my. Wszedł w nasz zepsuty świat. Żył jak my. Ale żył dla Boga. A Bóg Ojciec dał Mu wyjątkowo trudne zadanie; wyjątkowo trudne powołanie do zrealizowania. Miał złożyć okup z siebie samego. Miał pójść na śmierć jak owca na rzeź. Miał dobrowolnie doświadczyć skutku grzechu. I to uczynił. Syn Boży umarł jako zadośćuczynienie; jako ofiara, która skupiła na sobie Boży gniew należny nam, grzesznikom.

Po co? Dla Ciebie i dla mnie. Zapłacić za grzech; przyjąć w zastępstwie karę, która nam się należy. Jego kochający Ojciec ukarał Go jak najgorszego grzesznika. Bił najmocniej jak potrafił. Pozostawił cierpiącego; odtrącił; zlekceważył; pohańbił. Abyśmy my tego mogli nie doświadczać.

Napisałem powyżej, że Boża miłość jest kłamstwem. Tak, Boża miłość dla Ciebie w tym sensie, że Bóg po prostu kocha Cię i już, i będziesz w niebie bez względu na to jak żyjesz i dla kogo; w tym sensie, że lekceważy Twój grzech i przyjmuje Cię do Siebie takiego, jaki jesteś, abyś takim pozostał, albo nie mając planu co dalej, bo Mu na tym nie zależy, jest kłamstwem. Bóg tak nie kocha. Bo nienawidzi grzechu i kocha świętość, tak bardzo że nie wahał się poświęcić Siebie Samego, aby zachowując wierność sobie samemu dać nam sposób na powrót do Niego.

Bóg kocha pozostając Bogiem. A to oznacza, że dał Syna nie po to, abyś pozostał w tym stanie, w jakim jesteś, ale po to, abyś zmienił swoje życie. Po to Chrystus umarł, aby Twój grzech został zgładzony – aby Ktoś w Twoje miejsce zapłacił okup, i przez to mur się rozkruszył, przepaść została zasypana, a dług spłacony. Ale nie po to, aby po prostu już go nie było, a ty byś dalej żył, jak żyłeś. Ale po to, i tylko po to, abyś przyszedł do Niego, poprzez Tego, który tą barierę grzechu zniszczył. To tak jakby w tym murze grzechu była wyrwa; ale nie przejdziesz przez nią inaczej, jak przychodząc do tego, który ja rozkuł – do Chrystusa. Albo, jakby przez przepaść została usypana grobla – musisz przez nią przejść, aby znaleźć się na Drugiej Stronie. A tą groblą jest nie kto inny jak sam Chrystus. Albo, jakby konto zostało wyzerowane po to, byś poszedł do banku i znów zaczął z niego korzystać, z kartą, która znów jest aktywna. PIN do tej karty otrzymasz tylko od Chrystusa.

Chrystus umarł nie po to, abyś nie zmieniał swojego życia, ale po to, abyś właśnie je zmienił. I nie zwódź się, że jest inaczej – że krew Chrystusa oczyści Cię z jakiegokolwiek grzechu, jeśli z tego przygotowanego przez Niego ratunku nie skorzystasz. Nie oczyści. Nie oczyściła. W ogóle, nic Ci po niej, jeśli nie przyjdziesz do Chrystusa – bez przyjścia do Niego, poddania życia Chrystusowi, trafisz do piekła.

Chrystus przyszedł, umarł i zmartwychwstał. Zapłacił cenę za grzech i powrócił do ukochanego, czekającego na Niego Ojca i Ducha Świętego, który chce w Nich Obu przebywać. Żyje i wzywa nas do tego samego: abyśmy żyli dla Boga. Abyśmy żyli jak On. Abyśmy stali się Jego uczniami – bo chrześcijanin po grecku to nie człowiek ochrzczony, ale naśladowca Chrystusa, czyli literalnie chrystusowiec.

A więc, jeśli idziesz do piekła, jest sposób, aby z tej drogi zejść. „Ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują” (Mt 7:14). Ale jest. Ale Jezus nas we wcześniejszym wersecie zaprasza: „Wchodźcie przez ciasną bramę!” Wchodźcie! A więc jest to możliwe. Możliwe dla Ciebie.

Jeśli chcesz zejść z drogi szerokiej i wejść na wąską, przejść przez ciasną bramę, musisz wołać do Boga o zmiłowanie. Zmiłowanie nad Tobą – zepsutym i znikomym grzesznikiem, który prawdziwie zasługuje na potępienie, bo niczym ostatecznie w życiu pochwalić się przed Bogiem nie możesz. Bóg pokazuje Ci również Chrystusa, jako Doskonałego Zbawiciela. On jest wszystkim, czego Ci potrzeba. Masz Jemu zaufać; odpowiedzieć na Jego wezwanie i zaproszenie do przyjścia i znalezienia w Nim życia. Ten Chrystus, o którym słyszałeś tyle razy, jest najdoskonalszym Przyjacielem grzeszników, bo chce i chętnie przyjmuje wszystkich, którzy do Niego przychodzą pragnąc ratunku od grzechu – w tym i Ciebie. Bez względu na przeszłość i bagaż grzechów. Pamiętasz łotra, który wisiał na krzyżu? Był mordercą, ale Chrystus mu przebaczył i obiecał, że będzie razem z Nim w raju. Choćbyś był najgorszym grzesznikiem odkryjesz, że Chrystus jest dla Ciebie łaskawy, jest dla Ciebie bez zahamowań wszystkim, kim Jest, oraz daje Ci korzystać z wszystkiego, co uzyskał na krzyżu. Ściąga Ci plugawy płaszcz grzechu, który Cię potępia, i przybija go do krzyża. Zakłada Ci doskonały płaszcz sprawiedliwości, na który zapracował swoim bezgrzesznym życiem. A to wszystko za darmo, nie dla twoich zasług, ale dlatego, że do Niego przyszedłeś prosząc o pomoc i kierownictwo w życiu.

Będziesz miał już nie prezydenta Adama, ale prezydenta i Wielkiego Brata Jezusa, i tak jak Adam sprawił, że zostałeś buntownikiem, tak Jezus sprawi, że jesteś z Bogiem pojednany, czyli pogodzony. Więcej – On Cię wprowadzi do samej Bożej Rodziny. Ci, którzy zostali oczyszczeni z grzechów, którzy rozpoczęli drogę naśladowcy Jezusa, są również faktycznie traktowani przez Boga Ojca jak Jego umiłowane dzieci.

Innymi słowy, używając biblijnych pojęć, musisz się upamiętać – otrzeźwieć; otrząsnąć; zrozumieć, gdzie jesteś, gdzie idziesz i zrozumieć, że to zła droga i pragnąć nowej; oraz uwierzyć Jezusowi. Powierzyć Jemu swoje życie, na dobre i na złe. W taki sposób staniesz się osobą uznawaną przez Boga za sprawiedliwą, pomimo grzechów, ze względu na sprawiedliwość Jezusa – nowego prezydenta; w taki sposób otrzymasz łaskę całkowitego odpuszczenia wszystkich grzechów; w taki sposób rozpoczniesz nowe życie Bożego dziecka.

Od razu powiem, że znów, wbrew popularnym opiniom, to droga niełatwa. Życie chrześcijanina nie jest czasem wywyższenia, ale jak życie Chrystusa, okresem „noszenia krzyża” i wyparcia się samego siebie. Wywyższenie nastąpi po śmierci. Po śmierci w pełni dopiero okaże się, jak wspaniałe dary Bóg daje swoim dzieciom. Tutaj, na ziemi, mamy naśladować Jezusa wiernie i posłusznie spełniając zadania, które Bóg przed nami stawia. W tym wszystkim jednak, jak Chrystus, jesteśmy w tym prowadzeni przez Bożego Ducha, który nas pociesza i o nas się troszczy. Jak Wcielony Umiłowany Syn Boży mamy prawo zwracać się do Boga Ojcze – bo prawdziwie jest i chce być naszym Ojcem! Jak Chrystus, Odwieczne Słowo, w końcu mamy prawo mieć pewność, że Boża wola, w której jesteśmy Jego umiłowanymi dziećmi, wykonuje się doskonale, i że nas nigdy nie zostawi, bez względu na to jaką drogą nas poprowadzi. Mamy prawo się cieszyć i być wdzięczni z tego wielkiego zbawienia, jakie otrzymaliśmy.

To oznacza w końcu przynależność do nowego społeczeństwa – już nie Adama, ale Jezusa. Czyli do Kościoła. Z pewnością jesteś już członkiem jakiegoś kościoła. Co więc masz zrobić? Masz znaleźć prawdziwy kościół, i Bóg na pewno do takiego Ciebie zaprowadzi. Prawdziwy Kościół, czyli grupę ludzi, którzy pomimo swoich niedoskonałości ufają Chrystusowi, żyjąc w radości Ducha Świętego, zgodnie ze Słowem Bożym – czyli Pismem Świętym, którym się karmią (swe dusze), i które chcą ciągle przyjmować, jako jedyny niesfałszowany pokarm, aby przemieniało ich życie; chcą przyjmować je całe, traktując poważnie każde Słowo, poznając jego treść i znaczenie, a nie tylko karmiąc się papką sloganów i wygodnych frazesów o miłości, nauką ludzką czy też domniemanymi innymi Bożymi objawieniami. Grupę ludzi, która ochrzci Cię w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego jako ucznia Chrystusa, nadając Ci nową społeczną tożsamość przynależności do Bożego Ludu. Grupę ludzi, która przychodzi do Stołu Pańskiego z radością i wdzięcznością, że jest to pełen łaski przywilej zasiadania już teraz, na ziemi, przy Bożym Stole, rozumiejąc, że chleb i wino reprezentują krzyż i śmierć Chrystusa – przyczynę chrześcijańskiej nadziei oczyszczenia i usprawiedliwienia; a sam stół Pański, do którego niewidzialnie wraz z swym Kościołem zasiada, przyszłą Ucztę po zakończeniu historii tego świata, gdy wszyscy wierzący z całej historii, miliardy osób, zasiądą i będą się cieszyć z rozpoczęcia wieczności w nowych, doskonałych ciałach, wraz z Bogiem i aniołami. Grupę ludzi w końcu, pilnującą dyscypliny kościelnej, czyli zwracającej uwagę na grzechy, gdy trzeba, pilnującej zachowania wiernych, wykluczającą osoby nie mające nic z Chrystusem wspólnego, interesującej się czy członkowie nie wyznają herezji, czyli – pilnującej dyscypliny, która jest tak jak kij pasterza owcom nam wszystkim czasem potrzebna, aby kościół był zgromadzeniem wierzących a nie niewierzących - owiec a nie kozłów, a my abyśmy nie zbłądzili i nie odeszli, ale wiarę zachowali i biegu dokonali.

Oby Bóg sprawił, że prawdziwie, na zawsze, utrudniłem Ci pójście do piekła... Jeśli nie, wiedz jedno. Jeśli odrzucisz teraz to, co napisałem, to odrzucasz Ewangelię – bo właśnie ona, Boże przesłanie o ratunku, zgodnie z moim najlepszym pojmowaniem Pisma i prośbą do Ducha o prowadzenie, została tutaj przedstawiona. A odrzucenie Ewangelii oznacza, że będziesz jeszcze dalej od Boga, niż gdy zacząłeś czytać tą ulotkę. Twoje serce stanie się twardsze. Bardziej uodpornione na Boże Słowo. Proszę, nie rób tego. Nie pozwól sobie na rzucenie jej do kosza, ani schowanie do najgłębszej kieszeni z myślą: „no dobra, nie wyrzucę tego”, ale tak naprawdę pragnąć już nigdy po nią nie sięgnąć. Proszę. Przeczytaj jeszcze raz. I nie pozwól sobie na obojętność.



początek strony

© Teologia.protestanci.org   Design Protestanci.org